Pomoc psychologiczna – gdzie i jak po nią sięgać?

O tym, czym jest pomoc psychologiczna za pośrednictwem Linii EAP i dlaczego warto z niej korzystać, Kasia Kowalska rozmawia z Martą Chromiec
EAP, HR, Praca, Psychologia
Pomoc psychologiczna

Katarzyna Kowalska: Przeprowadziłaś na Linii EAP nie setki, ale tysiące rozmów. Ja też mam ich za sobą sporo. Chciałabym, żebyśmy opowiedziały, czego może się spodziewać osoba, która się z nami kontaktuje, i chce dowiedzieć się, czym jest pomoc psychologiczna. Wydaje się, że jedna rozmowa to niewiele…

Marta Chromiec: Często dzwonią do nas osoby, które przechodzą w swoim życiu trudne chwile. Są po kłótni z partnerem albo nieporozumieniu w pracy, wciąż przeżywają te sytuacje i nie wiedzą, co zrobić. Wtedy moim głównym zadaniem jest takiej osoby wysłuchać i choć trochę wyciszyć jej emocje. Staram się też umożliwić mojemu rozmówcy przyjrzenie się wydarzeniom „z lotu ptaka”, w bardziej obiektywny sposób. Po to, żeby przeanalizować wspólnie to, co zaszło, i poszukać rozwiązań, pomyśleć, jak po raz kolejny podjąć temat. W takiej rozmowie przygotowujemy się do zmierzenia się z sytuacją, próbujemy przewidzieć możliwe scenariusze, zbieramy argumenty, zastanawiamy się, co można byłoby powiedzieć. Ja mogę zasugerować, co warto zrobić, a klient decyduje, czy wprowadzi to w życie.

KK: Niektórzy obawiają się, że kontakt z psychologiem będzie oznaczał, że zostaną ocenieni, zdiagnozowani, dowiedzą się o sobie czegoś nieprzyjemnego. Tymczasem w części przypadków my w ogóle nie sięgamy do wiedzy o zaburzeniach, bo nie ma takiej potrzeby. Tak jak to opisałaś, można z nami przegadać życiowy kryzys, rozważyć trudną decyzję, uzyskać nową perspektywę.

MC: Powiedzmy wprost – wciąż zdarza się słyszeć: „Co to, wariatem jestem, żeby chodzić do psychologa?”. A nie w tym rzecz, rozmowa jest najlepszym sposobem na to, żebyśmy swoich emocji nie dusili w środku, żebyśmy wypuścili je na zewnątrz i stworzyli sobie przestrzeń do zajęcia się nimi, żebyśmy dowiedzieli się, czym jest pomoc psychologiczna. Na koniec klienci mówią: „już mi nawet lżej”, „kamień spadł mi z serca”, „niepotrzebnie się bałam / bałem tej rozmowy”. Oczywiście nie zawsze kończy się na jednej rozmowie, niekiedy konieczne mogą się okazać diagnoza i dłuższa praca. Ta pierwsza rozmowa służy właśnie zorientowaniu się w sytuacji i potrzebach, ale sama w sobie już trochę zmienia.

KK: Myślę, że wiele zależy od tego, kiedy człowiek zdecyduje się skorzystać z takiej możliwości. Poważne problemy psychiczne raczej nie pojawiają się nagle i bez zapowiedzi. Często prowadzi do nich długa droga, na której ignorujemy różne sygnały i zaniedbujemy zajmowanie się sobą. Czy Ty też masz wrażenie, że ludzie długo czekają, zanim przekonają się do tego, czym jest pomoc psychologiczna?

MC: Tak. Bardzo wiele kontaktujących się osób mówi, że już od dłuższego czasu chciały zadzwonić, krążyły myślami wokół tego, żeby spróbować. Ale nie miały pewności, czy to dobry pomysł, czy pomoc psychologiczna jest dla nich, czy będą potrafiły się otworzyć, przyznać do tego, że nie radzą sobie z sytuacjami, które czasem według nich samych są błahe. Obserwując świat, słyszą o naprawdę dużych nieszczęściach i umniejszają swoje problemy, wstydzą się ich. Warto, żeby nasi klienci wiedzieli, że my nie oceniamy, czy ich problemy są wystarczająco poważne. Jeśli coś nie daje im spokoju, wpływa na ich codzienne funkcjonowanie, to należy się tym zająć.

KK: Bywa też tak, że niby wszystko wokół wydaje się okej, a ktoś źle się w swoim życiu czuje. Taka osoba ma dobrą pracę, rodzinę, jest zdrowa, sama uważa, że nie ma na co narzekać. A jednak nie czuje radości, nie znajduje w sobie energii i motywacji do zajmowania się tym wszystkim. Czasem, kiedy próbuje się swoimi odczuciami zająć, słyszy od kogoś, że wydziwia, czasem sama to sobie zarzuca.

MC: Wiele razy zdarza się, że ktoś dzwoni i mówi, że właściwie nic takiego się nie dzieje, ale wciąż czuje niepokój, lęk, obawia się o siebie, bliskich, pracę. Wtedy wiemy, że coś jest na rzeczy i nie jest tak, że osoba wymyśla sobie problem. Staramy się poszukać jego źródeł. Kiedy zaczynamy się dokładniej przyglądać sytuacji zawodowej, prywatnej, temu, co się dzieje w relacjach, często okazuje się, że ktoś przez wiele lat ciągnie za sobą jakiś niezamknięty temat z przeszłości, także tej bardzo odległej, że jakieś trudne wydarzenie, które wpłynęło na losy rozmówcy, cały czas przejawia się w jego życiu.

KK: Patrząc z boku, możemy wskazać powiązania, których ktoś sam nie dostrzega.

MC: Albo nawet zdaje sobie z nich sprawę, ale ma poczucie, że temat jest zamknięty, że już to przepracował, a teraz ma zupełnie inne życie. A to nie do końca prawda. Kiedy na przykład analizujemy komunikację w związku, nasz rozmówca zaczyna zauważać u siebie zachowania negowane w młodości u rodziców. Uświadamia sobie to dopiero podczas rozmowy i mówi: „rzeczywiście, znam to, bo tak reagowała moja mama”, „to mi właśnie przeszkadzało u ojca, a ja robię to samo”. To okazuje się dopiero, kiedy różne trudności rozkładamy na czynniki pierwsze.

KK: Kiedy jesteśmy zanurzeni w jakiejś sytuacji, trudno nam dostrzec wszystkie jej aspekty. Czasem jakby w tajemniczy sposób komuś wciąż przydarzają się podobne rzeczy – „trafia” na określony typ partnerów, przeżywa kolejne rozczarowania w pracy, powraca do tej samej emocji bycia niedocenianym czy bezwartościowym. A bywa, że przyczyna tkwi w samej tej osobie.

MC: Wielu moich rozmówców chciałoby coś zmienić, ale nie wie jak. Ze swoimi myślami i zachowaniami jesteśmy tak zżyci, że trudno nam sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Tymczasem może być tak, że niektórymi naszymi reakcjami prowokujemy innych do pewnych zachowań, że coś wyolbrzymiamy, mamy zbyt duże oczekiwania, i w tym tkwi nasz kłopot.

KK: Dodajmy, że nie trzeba wcale mieć gotowego opisu ani pełnego zrozumienia swojego problemu, żeby się z nami skontaktować. Zdarza się, że na początku ktoś mówi: „Nie wiem, jak to powiedzieć” albo „Nie wiem, od czego zacząć”.

MC: Ja mówię wtedy, żebyśmy zaczęli od początku. Przede wszystkim się nie spieszę. Staram się najpierw określić obszar – czy to zmartwienie prywatne czy zawodowe. I zadaję kolejne pytania – co się wydarzyło, jak przebiegła sytuacja, co sprawia największą trudność. To otwiera rozmowę. Kiedy rozmówca nabiera pewności, że jest słuchany, zaczyna już sam rozwijać to, co uważa za najbardziej istotne. Nie oczekuję, że klient precyzyjnie określi swój problem, bo to jest częścią naszej wspólnej pracy. Na tym powinna polegać pomoc psychologiczna.

KK: Nie ma też zamkniętej listy problemów, którymi się zajmujemy i które definiuje pomoc psychologiczna. To może być wszystko, co sprawia trudność samemu rozmówcy w życiu prywatnym czy w pracy, ale rozmawiamy też o tym, jak może pomóc innym osobom, o które się martwi, albo w jaki sposób może skuteczniej realizować swoje cele.

MC: Rozmawiamy o problemach w związku, trudnych relacjach z rodzicami, kłopotach z nastolatkami, niepokoju wewnętrznym, lęku, samotności, konfliktach w pracy, przeciążeniu obowiązkami, presji, poczuciu niedocenienia, zmaganiu się ze stratą, o oznakach wypalenia zawodowego, uzależnieniach, symptomach depresji, myślach samobójczych. Także o tym, jak schudnąć albo lepiej spać, być bardziej asertywnym czy odnaleźć się w roli szefa. Potrzeby są bardzo różne, tak jak różne są osoby, z którymi rozmawiamy.

KK: Niepewność towarzysząca pierwszemu kontaktowi z nami wydaje mi się naturalna, bo to nowa sytuacja, w której co prawda specjaliście, ale jednak nieznanej osobie nasz klient ma zaufać na tyle, żeby podzielić się z nią bardzo osobistymi sprawami. Ale ten stres, wstyd, poczucie skrępowania zwykle szybko mijają.

MC: Zazwyczaj przez pierwsze kilka minut klienci próbują wyczuć nas jako psychologów, zorientować się, czy jesteśmy godni zaufania, czy warto nam powierzyć swój problem. Ale kiedy poczują się bezpiecznie, kiedy nabiorą przekonania, że jesteśmy po to, żeby udzielić wsparcia, odpowiednio pokierować, zająć się emocjami, że ta nasza pomoc psychologiczna ma sens, wówczas zaczynają opowiadać z większym spokojem. Zdarza się, że klienci dopytują, czy na pewno to, co powiedzą, zostanie między nami, bo zdają sobie sprawę, że pomoc opłaca pracodawca. A tu nie ma zagrożenia poufności, bo z pracodawcą dzielimy się tylko informacją o liczbie rozmów, ale nigdy o ich treści. Zatem na początku jest trochę badania terenu, a potem zaczyna się rozmowa.

KK: Ta rozmowa jest inna niż wsparcie, którego może udzielić rodzina i przyjaciele.

MC: Nie każdy ma rodzinę i przyjaciół. Nie zawsze też łatwo jest nawet przed najbliższymi przyznać się do swoich słabości. Niektórzy udają przed otoczeniem, że świetnie sobie radzą, a jednak w środku bardzo cierpią, coś im doskwiera, dokucza. Nie zawsze wiemy, jak rozmawiać z bliskimi, a czasem po prostu nie chcemy ich obciążać. Ludzie mówią: „mąż ma stres w pracy, mama choruje, nie chcę dokładać im kłopotów”. Nie każdy też chce słuchać, jest gotowy na to, żeby zwierzenia bliskiej osoby przyjąć. Nie każdy również wie, na czym pomoc psychologiczna powinna polegać.

KK: Nawet kiedy mamy z kim porozmawiać, to najczęściej bliscy wspierają nas, a my ich, dzielimy się doświadczeniami. Relacja z psychologiem jest inna, bo obie strony koncentrują uwagę na tym, co przeżywa klient. Specjalista nie powie: „Niech Pani posłucha, jakie ja mam problemy” ani „Ja bym już dawno to skończyła”. To taki czas, który jest w pełni dla tej osoby. I ona nie musi się też martwić, czy nie jest za mało uważna na uczucia drugiej strony, ani zastanawiać się, czy odsłonięcie się może coś między nimi zmienić.

MC: Taka rozmowa to gest w swoją stronę. Przestrzeń, w której ktoś może opowiedzieć szczerze o swoich zmartwieniach, nie myśląc o tym, jak zostanie odebrany, bo my słuchamy i przyjmujemy, nie oceniamy. Mam przekonanie, że wszyscy gdzieś w głębi duszy wiemy, co należy zrobić, jak postąpić, tylko często nie słuchamy swojej intuicji, bo podlegamy wpływom otoczenia. Możliwość przeanalizowania sprawy z różnych perspektyw z pomocą obiektywnej osoby, która nie doradza ani do niczego nie nakłania, często pozwala usłyszeć lepiej ten wewnętrzny głos.

KK: Bliskie osoby dobrze nas znają, więc z jednej strony mogą nas lepiej rozumieć, ale z drugiej mają utrwalony obraz naszej osoby, co może być przeszkodą, kiedy chcemy coś zmienić. Partner, rodzice, dzieci mogą też mieć swoje interesy, którymi się kierują, nawet nieświadomie i bez złych intencji. Czasem wcale nie chcą, żeby dana osoba była inna, czują się tym zagrożeni. Czasem chcą nas chronić.

MC: Tak, i o tym też możemy rozmawiać, zastanawiać się, jak układać te relacje. Nie chodzi przecież o to, żeby kontakty z psychologiem były zamiast relacji z bliskimi, tylko żeby sprawiały, że te relacje będą się stawały lepsze.

KK: Ja tę naszą linię widzę jako jeszcze jedną możliwość, którą ludziom oferujemy i która ma inne cechy i zalety niż sposoby wsparcia, z których już korzystają. Taki dodatkowy zasób, a im więcej ich człowiek ma, tym lepiej, i na tym też polega radzenie sobie z problemami, że się z dostępnych zasobów korzysta.

MC: Bo bierze się sprawy w swoje ręce. To jest odwaga przyznania przed samym sobą, że ten temat jest zbyt trudny, żeby samemu się nim zająć, i warto skorzystać z pomocy. Dokładnie tak jak to robimy w wielu innych dziedzinach życia i wcale nie uznajemy tego za przejaw słabości, tylko całkiem rozsądne działanie.

KK: Można oczywiście powiedzieć: „Ja tam wolę pójść z kolegami na piwo niż do psychologa”. Każdy sam dokonuje wyboru, jak sobie ze swoimi problemami radzi i jak się będzie po tym czuł, ale warto wziąć pod uwagę nie tylko chwilową ulgę i zauważyć, jak to się sprawdza w dłuższej perspektywie.

MC: Są też osoby, które mówią: „Pomoc psychologiczna? Kiedyś spróbowałam i to nic nie dało”, bo rzeczywiście mają już za sobą kontakty z psychologiem, czasem kilka razy w swoim życiu podejmowały psychoterapię i przerywały konsultacje z poczuciem, że to nie przyniosło skutków. Ale kiedy dają sobie jeszcze jedną szansę, to okazuje się, że dopiero teraz są gotowe na taką pracę, dojrzały do niej, mają większą świadomość siebie, nowe doświadczenia. Zdarza się, że dzięki rozmowie z nami decydują się spróbować kolejny raz i potem same sobie są za to wdzięczne.

KK: Zniechęcenie może wynikać z tego, że nie trafiło się na właściwego specjalistę. I nie chodzi nawet o brak wiedzy czy kompetencji, ale o to, że tak jak we wszystkich innych relacjach, tak i tu między ludźmi musi coś „zaskoczyć”.

MC: O tym też mówimy często osobom, którym proponujemy dłuższą pracę, żeby obserwowały, jak się czują w relacji ze specjalistą. Jeśli „nie ma chemii”, nie warto się do współpracy zmuszać, choć dobrze byłoby nie wyciągać takich wniosków po pierwszym spotkaniu, ale dać sobie czas. Zdarza się, że po pierwszym kontakcie wydaje się, że ktoś nam nie pasuje, bo może mówi coś innego, niż byśmy oczekiwali, zaskakuje nas obserwacją, która nie pasuje do naszego obrazu świata i obrazu samych siebie, zadaje pytania, które są niewygodne, ale po przemyśleniu dochodzimy do wniosku, że być może właśnie tego potrzebowaliśmy.

KK: Tak się często zdarza, kiedy zgłasza się ktoś, kto uważa, że to inni powinni się zmienić, żeby on poczuł się lepiej. Zauważenie swojego udziału w sytuacji bywa na początku niewygodne, ale jest potrzebne. Na dodatek często powoduje przypływ energii, bo rozmówca czuje, że może coś zrobić i wiele zależy od niego.

MC: To też powód, żeby na swoje problemy spojrzeć z dystansu. I rzeczywiście próbować – kolejny raz, z kolejną osobą. A jeśli coś się nie sprawdziło, to zastanowić się dlaczego. Czasem mój rozmówca stwierdza, że wyczerpał już wszystkie możliwości, ale kiedy analizujemy głębiej, co się nie sprawdziło, to okazuje się, że nie do końca zostało to wprowadzone w życie albo to nie był dobry moment. Komuś wydaje się, że próbował rozmawiać z partnerem, ale podjął tę komunikację, będąc w emocjach, z zaskoczenia, kiedy partner miał coś innego na głowie, albo nawet wbrew partnerowi.

KK: Albo kolejny raz powtarzając coś, co nigdy wcześniej nie zadziałało.

MC: Tak. Często chciałoby się coś zrobić szybko, a do takich ważnych rozmów, zarówno w domu, jak i w pracy, trzeba się przygotować. Popracować nad emocjami, panowaniem nad sobą, zastanowić się, co chce się osiągnąć, przygotować argumenty, wybrać najlepszy moment, uprzedzić drugą stronę.

KK: I my podpowiadamy, na co zwrócić uwagę, żeby zwiększyć swoje szanse. Choć nie dajemy gotowych przepisów.

MC: Na pewno nie narzucamy rozwiązań.

KK: Powiedzmy jeszcze o takich rozmowach, które nie mają jasno określonego celu. Czasem ktoś chciałby po prostu pogadać i nie oczekuje niczego innego.

MC: Takie rozmowy też prowadzimy i wbrew pozorom to towarzyszenie komuś w przejściu przez trudne chwile jest bardzo pomocne. Może pomóc coś „przetrawić”, oswoić się z nową sytuacją, ułożyć sobie myśli. Także zaakceptować swoje emocje. Zdarzają się pytania: „czy to jest normalne?”, „czy ze mną coś jest nie tak?”, bo osoba nie wie, co ma myśleć o tym, co i jak przeżywa, a jeszcze nieraz wydaje jej się, że inni z podobnymi sprawami radzą sobie lepiej.

KK: Często takie pytania wynikają chyba z tego, że sami siebie traktujemy zbyt surowo, nie dajemy sobie czasu na przystosowanie się do nowej sytuacji, wymagamy od siebie zbyt wiele, przeciążamy się, a potem dziwimy, że coś się psuje.

MC: W wielu wypadkach tak, więc tym bardziej taki prezent w postaci czasu tylko dla siebie warto sobie zrobić. Natomiast jeśli rzeczywiście dzieje się coś niepokojącego, co na przykład wymaga konsultacji z lekarzem albo wykracza poza możliwości pomocy w ramach programu, to szczerze o tym mówimy. I nie jest to tylko odesłanie do innej osoby, ale omawiamy dostępne możliwości i czego można się spodziewać po skorzystaniu z innej formy wsparcia, a często także pomagamy w jej właściwym dobraniu.

KK: Zachęcamy do tego, by nie zwlekać z kontaktem i nie nosić w sobie problemów zbyt długo, bo to powoduje przewlekły stres, który podkopuje nasze zdrowie i zdolności radzenia sobie. Dbanie na bieżąco o równowagę jest istotne, bo przecież nigdy nie wiadomo, co jeszcze nam życie przyniesie.

MC: Ważne, żeby zauważyć, że coś już się dzieje. Często w natłoku codziennych spraw nie skupiamy się na sobie, dopiero kiedy mamy chwilę dla siebie albo tuż przed zaśnięciem, pojawia się jakiś sygnał, że nie czujemy się najlepiej. Ale potem to odsuwamy. Albo budzimy się zbyt wcześnie rano i z podwójną mocą odczuwamy powracające myśli, obrazy lub niepozwalające spać emocje…

KK: Dziękuję Ci za rozmowę. Chyba udało nam się rozwiać choć część wątpliwości związanych z pierwszym kontaktem i z tym, czym jest pomoc psychologiczna.

MC: Lata temu rozpoczynałam tę pracę z przekonaniem, że będzie miała sens. Dzisiaj wiem od samych rozmówców, że przynosi konkretne efekty. Zdarza się, że ktoś wraca nawet po miesiącach czy latach, żeby dać znać, że to był impuls, który zapoczątkował pozytywne zmiany w jego życiu. Mam więc nadzieję, że tak jak rozmowy za pośrednictwem linii, tak też nasza rozmowa zmieni coś i sprawi, że łatwiej będzie zdecydować się na kontakt. Dziękuję i zapraszam.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *